Tryb ekranu: ciemny/jasny

JACEK BERBEKA
WYWIADY, RECENZJE, NAGRODY

portal-pisarski

Wywiad z 17 lipca 2025, red. Wiktor Orzeł z najstarszego w Polsce Portalu Pisarskiego

Link do wywiadu na stronie portalpisarski.pl

WO: Panie Jacku, przez lata pisał Pan „do szuflady”, podobnie jak autorzy na Portalu Pisarskim. Co sprawiło, że zdecydował się Pan w końcu otworzyć tę szufladę i pokazać swoje teksty światu?

JB: Zmusił mnie do tego – w najlepszym tego słowa znaczeniu – pisarz Paweł Heszen, wieloletni współpracownik nieodżałowanego, krakowskiego „Przekroju”. Przed rokiem niezwykły zbieg okoliczności zetknął nas ze sobą. Paweł przeczytał moje opowiadania „ZEGAR” i „PROFETA”, po czym stwierdził, że mam obowiązek pisać i głośno mówić. Dosłownie – obowiązek! Nie dał mi już spokoju. Zaprzyjaźniliśmy się. Dlatego w sierpniu 2024 roku uruchomiłem swój kanał na YouTubie Osobliwe Intrygujące Opowieści. W playlistach są utwory pogrupowane między innymi w kategoriach: „Ostrzeżenia”, „Wiersze i Rzeczy Dobre” czy minialbum „Głupota/Stupidity”. Dostępne są również wersje anglojęzyczne i tekst DAS! w języku niemieckim.

WO: Jakie rady dałby Pan innym pisarzom, którzy również rozważają wyjście z szuflady i wykorzystanie platform cyfrowych, takich jak YouTube, podcasty czy audiobooki, do dotarcia do szerszej publiczności? Od czego powinni zacząć?

JB: Nie jestem znanym youtuberem ani znawcą platform cyfrowych. Na ile potrafię, chciałem tam uzyskać profesjonalny efekt. To trudne i pochłania masę czasu, jeżeli chcemy zachować wysoki poziom. Mam ułatwione zadanie, ponieważ przez wiele lat prowadziłem agencję interaktywną, która współpracowała z grafikami, lektorami, muzykami, i teraz korzystam z tych kontaktów. Wzbudza to spore zdziwienie, ponieważ ci wszyscy ludzie nie wiedzieli, że cokolwiek piszę. To taki mój, swoisty coming out. Ogólnie radziłbym zrobić to z sercem i jakością, ewentualnie wymyślić coś bardzo nietypowego. Radzę robić swoje i nie liczyć na szybkie tysiące wyświetleń. Konieczne jest też równoczesne zaistnienie na różnych platformach i w możliwie wielu mediach społecznościowych. Na zarabianie nie ma co liczyć. Panuje tam ogromna konkurencja i łatwo można popaść we frustrację. Można spróbować i po czasie ocenić efekty.

WO: Pana proza, wiersze i piosenki to krótkie formy. Czytanie bądź słuchanie trwa z drobnymi wyjątkami od dwóch do czterech minut. Czy celowo ogranicza Pan długość swoich utworów, czy też wynika to z samej natury tematów, które Pan porusza? Jakie techniki stosuje Pan, aby w tak krótkim czasie zaszczepić myśl i skłonić do refleksji, nie tracąc przy tym głębi przekazu?

JB: Dokładnie tak. Ludzie nie mają dziś czasu na czytanie i długie słuchanie. Trzy minuty to wystarczająco dużo, by zaszczepić myśl – i wystarczająco mało, by nie zdążyli uciec (śmiech - przyp. red.). Nie ograniczam ich celowo. Uwielbiam krótką formę z refleksją i morałem (właściwie tylko tak piszę) i najlepiej, aby tekst był „oszczędny w słowach”. Nie rozważam, nie kalkuluję, nie znam i nie stosuję żadnych technik (nigdzie się nie uczyłem pisarstwa) – to się dzieje samo. Powiem nieskromnie – próbuję pisać to, co sam przeczytałbym z zainteresowaniem.

WO: Pańska twórczość porusza tematy trudne i kontrowersyjne, jak głupota, kłamstwo, ignorancja. To coś więcej niż refleksja – to forma sprzeciwu?

JB: Moim celem nie jest dawanie gotowych rozwiązań ani pouczanie. W utworach nie opowiadam się za żadną ze stron sporów czy konfliktów. Chcę wzbudzić zastanowienie i refleksję. Skłonić do samodzielnego myślenia. Każdy, kto czyta lub słucha, musi sam – korzystając z własnego rozumu – wyciągnąć wnioski. Niezależnie. Nie takie, które narzucają mu media, specjaliści od manipulacji czy machiny propagandowe. To bardzo trudne, bo od lat pracuje się nad naszymi głowami. Często jesteśmy zaślepionymi wyznawcami, a nie wolnymi, niezależnie myślącymi ludźmi. Powtarzamy prymitywne, jątrzące, wpojone nam i rzekomo rozwiązujące wszystko hasła i banalne skróty myślowe. Trzeba działać, aby to zmienić. Wierzę, że to się da zrobić! Muszę próbować, tym bardziej, że ostatnio idzie chyba na gorsze… Mówiąc najdelikatniej – irytuje mnie kłamstwo, ignorancja, głupota i cynizm, ze szczególnym uwzględnieniem manipulujących nami ludzi u władzy, jak to opisałem w tekście „ŚLEPIEC?”. Nigdy nie byłem grzecznym chłopcem i zawsze szedłem pod wiatr. Próbuję i dalej będę próbował – do skutku. Jestem uparty. Nie można się zniechęcać, bo tak właśnie kłamstwu, głupocie i ignorancji dajemy fory. Cynizmem czy wyszydzaniem osiągniemy jeszcze większe zacietrzewienie i niczego nie poprawimy. Wydaje mi się, że najlepsze jest wzbudzenie refleksji u szarego człowieka – czasem nawet tak, że ktoś się nie zorientuje, ale coś mu tam, w głowie zacznie powoli kiełkować. Dla mnie to również forma terapii (głęboko się relaksuję i uspokajam – przy pisaniu jestem w innym świecie). Pisanie może być też bronią – w czasach, gdy odwieczne wartości i porządek rozpadają się w pył.

WO: W kontekście niezależnego myślenia, o którym Pan wspomina – czy czuje Pan, że sztuka, w tym literatura, ma dziś większą siłę oddziaływania niż media czy propaganda, czy raczej jest to walka Dawida z Goliatem?

JB: Obawiam się, że sztuka przez duże „S” – i żeby była jasność, nie mam tutaj na myśli własnej twórczości – stoi na przegranej pozycji wobec mediów społecznościowych, łatwych recept na rozwiązywanie trudnych spraw (wymyślonych przez propagandystów) oraz wobec potęgi manipulacyjnej mediów. Ludzie powielają wpojone im skróty myślowe i tak widzą świat. Dodatkowo sztukę dobija „spłaszczenie” gustów odbiorców, którzy zadowalają się bylejakością. Jeszcze trochę i AI, gdy przeczyta i dogłębnie przeanalizuje już wszystko, co kiedykolwiek zostało napisane, zastąpi pisarzy, ale także krytyków, dziennikarzy, piosenkarzy, muzyków, aktorów i mnóstwo innych zawodów. Nie da się tego zatrzymać! Ci, którzy nie dali się ogłupić, będą wspominać stare, dobre czasy przy piwie kupionym za resztki dochodu gwarantowanego. Dopiero po upadku cywilizacji dotrze do ludzi, którzy zostaną na tym padole, co jest/było prawdą, a co manipulacją i grą elit. Taka zawsze była i nadal jest ludzka mentalność. Bardzo chciałbym się mylić i robię wszystko, co może jednostka, aby do tego nie doszło. A może jednak świat przejrzy na oczy bez tragedii? Zobaczymy – mimo wszystko to niezwykle ciekawe (byle nie jak w chińskim przekleństwie).

WO: Pana najnowsza produkcja to coś innego niż pisanie, to minialbum muzyczny z 4 utworami pod wspólnym tytułem „Głupota / Stupidity”. Opowie Pan coś więcej na ten temat naszym czytelnikom?

JB: Wymyśliłem ten utwór po napisaniu tekstu „TO!”, gdzie zwróciłem uwagę na wspaniałą „Litanię o zbawienie od głupoty” Romana Brandstaettera. Napisałem mocne, rytmiczne, melorecytowane ostrzeżenie przed wirusem bezmyślności. To nie tylko utwór – to manifest. Powstała wersja polska i angielska, obie równie bezlitosne wobec rzeczywistości. Dla fanów brzmienia polecam słuchawki i przewodnią linię basu, a dla fanów wideo poruszający teledysk, nad którym ślęczałem tygodniami i w kółko go poprawiałem. Piosenki można posłuchać jako teledysku w YouTube w wersji krótkiej, tzw. radiowej, oraz pełnej. Są również dostępne wersje audio na popularnych platformach Spotify, Apple, Tidal, YouTube Music, SoundCloud, Amazon itp.

WO: Pańskie utwory czerpią inspirację z konkretnych wydarzeń i historycznych refleksji. Jak wygląda Pański proces badawczy i jak przekształca Pan fakty w literacki przekaz, który ma wzbudzić refleksję?

JB: Wszystko, co jest w tekstach „TO!” i w piosence „Głupota”, to dla mnie, przepraszam za cytat – „oczywista oczywistość”. Wystarczy spojrzeć wstecz oraz przyjrzeć się otaczającej nas rzeczywistości. Przeżyłem już trochę lat. Nie trzeba być jasnowidzem, jak mój „PROFETA”, aby dojrzeć, do czego to może doprowadzić. Staram się także zawsze dobrze przygotować do danego tematu, uwzględniając kontekst historyczny, filozoficzny, źródła itp. Jak przekształcam to w teksty? Szczerze mówiąc, to wychodzi „z głębi mojej głowy” – dlatego tak zatytułowałem cykl moich podcastów, który zawiera teksty w wersji audio.

WO: Utwory takie jak „KAMIEŃ ZAGŁADY” łączą historię z science fiction. Czy gatunki literackie są dla Pana płynne? Jak łączy Pan różne konwencje, aby wzmocnić swój przekaz?

JB: „KAMIEŃ ZAGŁADY” jest połączeniem historii z mistyką, parapsychologią i profetyką. Podobnie, jak trochę żartobliwy, ale z poważnym zakończeniem „KONIEC ŚWIATA” (nie mogłem darować prezydentowi Rosji, a Trump jeszcze wtedy nie pokazał swojej prawdziwej twarzy). Lubię się bawić słowem, jak w „HOMONIMIE”, oraz gatunkami i kocham mieszać fakty historyczne z fikcją, czasem dodaję szczyptę parapsychologii i często Boską iskrę. Wszystkie opisywane miejsca są zawsze prawdziwe i wiele użytych epizodów, w co trudno uwierzyć, jest autentycznych (np. narodziny dziecka z dwoma twarzami, czterema rękami i czterema nogami w „KOŃCU ŚWIATA”).

WO: Co jest dla Pana największym wyzwaniem w procesie twórczym, a co największą satysfakcją?

JB: Największe wyzwanie to, aby znaleźć temat, gdzie można coś wartościowego wnieść, drgnąć jakąś strunę w głowie, a potem to się już samo potoczy. Często jeden tekst prowadzi automatycznie do drugiego. Satysfakcją jest odzew, jak komentarze na YouTube (zachęcam wszystkich i proszę o nie), a także, wbrew pozorom, hejt (najwięcej po „TO!”, „KOBIETY” i „ŚLEPIEC?”) – bo to znaczy, że coś dociera, a o to właśnie chodzi. Ucieszyło mnie niezmiernie, gdy ktoś po przeczytaniu czy wysłuchaniu powiedział „cały Jacek Berbeka”. Wtedy wiem, że udało się wypracować własny, rozpoznawalny styl.

WO: Tworzy Pan zarówno prozę, wiersze, jak i piosenki (melorecytacje). Czy są pewne tematy lub emocje, które naturalnie skłaniają się ku jednej z tych form? Jak dokonuje Pan wyboru formy dla danego pomysłu?

JB: Najwięcej jest prozy z playlisty YouTube „Ostrzeżenia” – mam tendencję do defetyzmu, a może to raczej świat ma tendencję do dystopii? Z tekstu „TO!” i z powołanej tam genialnej „Litanii o zbawienie od głupoty” Romana Brandstaettera urodził się tekst, a pod wpływem impulsu postanowiłem zrobić coś w formie piosenki/melorecytacji „Głupota/Stupidity”. Dopełnieniem był poruszający teledysk. Myślę, że ta forma muzyczna to był jednak incydent, ponieważ kosztowało mnie to za dużo zdrowia. Musiałem nauczyć się błyskawicznie mnóstwa nowych rzeczy, a na dodatek na 3 miesiące zatraciłem poczucie czasu i rzeczywistości. Inna sprawa, że minialbum 4 utworów, w 2 językach, był planem dosyć ambitnym. Teraz od miesiąca wracam do równowagi. Natomiast poezja to odskocznia – od defetyzmu, do wierszy i „RZECZY DOBRYCH”. Przez rymy częstochowskie do bardziej ambitnej poezji. Czasem, aż sam się dziwię, jaką formę przybiera moje pisanie, jak np. użycie archaicznego języka w tekstach „ZARATUSZTRA II” czy „SKRYBA”.

WO: Czy ma Pan ulubioną formę wyrazu i dlaczego właśnie ona?

JB: Krótkie, niebanalne, oszczędne w słowa opowiadania z morałem, które pobudzają do refleksji. Chętnie z zaskakującym zakończeniem jak „DAR”. Dlatego, że bardzo to lubię i w mojej opinii taka forma w obecnych czasach najlepiej skłania do myślenia.

WO: Wspomina Pan o „Litanii o zbawienie od głupoty” Romana Brandstaettera. Czy są inni twórcy, którzy inspirują Pana do sięgania po konkretne formy wyrazu, np. do tworzenia melorecytacji?

JB: Kocham czytać i wielce boleję nad zmierzchem czytelnictwa. Nie mam wybranych twórców, którzy mnie inspirują – o, przepraszam, powiem „skromnie”, że chciałbym pisać jak Ernest Hemingway (śmiech), tylko krótsze formy… ale to już chyba w innym życiu.

WO: Próbuje Pan zatem samotnie zmieniać współczesny świat słowami?

JB: Spójrzmy wokół. Widzimy świat pogrążony w chaosie, w którym coraz więcej ludzi traci wiarę w sens działania. Wydaje im się, że jednostka nie ma już żadnej sprawczości, że nic nie może zmienić. Ale to nie jest prawda. Nigdy nią nie było! Pamiętajmy o sierpniu 1980 roku – kiedy drobne, pojedyncze akty odwagi złożyły się na siłę zdolną zburzyć potężny system zła. Jeszcze przed sierpniem 80. – już w 1978 roku, i po interwencji ZSRR w Afganistanie w 1979 roku – z Jackiem Gwizdowskim, moim kolegą z IX LO w Krakowie, wysprayowaliśmy setki antyradzieckich haseł i rysunków na krakowskich murach, co zostało potem uznane przez Macieja Mieziana, krakowskiego historyka sztuki, za początki graffiti w naszym mieście. Każdy z nas jest tylko maleńkim ziarenkiem piasku – samotnie nic nie znaczy. Ale jeśli będą nas miliony, wsypiemy się cicho, nieubłaganie, w tryby zła. Zatrzemy tę brutalną machinę kłamstwa, ignorancji i głupoty. Bardzo proszę wszystkich – uwierzmy jeszcze raz, a razem zmienimy świat! Z Polski może raz jeszcze wyjść iskra, zdolna wywrócić porządek zła i obrócić go w proch. Dzięki nam wszystkim! Nie potrzebujemy wielkiej rewolucji (ona zrobi się sama) – potrzebujemy przebudzenia i dużego zaangażowania społeczeństwa. A ono zaczyna się od jednego – od refleksji i niezależnego myślenia, co doprowadzi do właściwych wyborów. Potem już poleci…

WO: Jakie są Pana doświadczenia z budowaniem społeczności wokół „Osobliwych Intrygujących Opowieści”? Czy zauważa Pan, że Pańskie teksty rzeczywiście skłaniają ludzi do refleksji i dyskusji, tak jak Pan sobie tego życzy?

JB: Spotykam się z dwoma rodzajami postaw. Pierwsza – czarna dziura. Niektórzy moi znajomi zamilkli i do dzisiaj nie rozumiem, czy – gdy dowiedzieli się o tym, że piszę – doszli do wniosku, że oszalałem, czy też im się nie spodobało, a może nie wiedzą, co odpisać, bo wkładam kij w mrowisko? Szkoda, ale chyba nigdy się nie dowiem, choć mnie to frapuje. Przeciwny biegun – opinie: poruszające, daje do myślenia, wzbudza refleksję, ciągnij dalej. To daje siłę i inspiruje. Dlatego, gdy sam widzę coś fajnego, jak np. Pana fanpage „Dzienność” – daję feedback – to może być ważne dla twórcy! Martwi mnie, że serwisy w rodzaju YouTube zaczynają nastawiać się głównie na monetyzację i zarabianie na reklamach, podobnie jak media społecznościowe – chcesz być na topie – to płać. Królują tam z milionami wyświetleń młode dziewczyny w samochodach, poruszające ustami w takt znanych przebojów, i filmy pokazujące, jak przemysłowy młyn do metalu wciąga pracownika lub auto wjeżdża w tłum. O tempora, o mores! W tym samym czasie, gdy ludzie są ogłupiani i tracą czas na durne filmiki, politycy na całym świecie kręcą lody, aż miło.

WO: Próbuje Pan zatem samotnie zmieniać współczesny świat słowami?

JB: Spójrzmy wokół. Widzimy świat pogrążony w chaosie, w którym coraz więcej ludzi traci wiarę w sens działania. Wydaje im się, że jednostka nie ma już żadnej sprawczości, że nic nie może zmienić. Ale to nie jest prawda. Nigdy nią nie było! Pamiętajmy o sierpniu 1980 roku – kiedy drobne, pojedyncze akty odwagi złożyły się na siłę zdolną zburzyć potężny system zła. Jeszcze przed sierpniem 80. – już w 1978 roku, i po interwencji ZSRR w Afganistanie w 1979 roku – z Jackiem Gwizdowskim, moim kolegą z IX LO w Krakowie, wysprayowaliśmy setki antyradzieckich haseł i rysunków na krakowskich murach, co zostało potem uznane przez Macieja Mieziana, krakowskiego historyka sztuki, za początki graffiti w naszym mieście. Każdy z nas jest tylko maleńkim ziarenkiem piasku – samotnie nic nie znaczy. Ale jeśli będą nas miliony, wsypiemy się cicho, nieubłaganie, w tryby zła. Zatrzemy tę brutalną machinę kłamstwa, ignorancji i głupoty. Bardzo proszę wszystkich – uwierzmy jeszcze raz, a razem zmienimy świat! Z Polski może raz jeszcze wyjść iskra, zdolna wywrócić porządek zła i obrócić go w proch. Dzięki nam wszystkim! Nie potrzebujemy wielkiej rewolucji (ona zrobi się sama) – potrzebujemy przebudzenia i dużego zaangażowania społeczeństwa. A ono zaczyna się od jednego – od refleksji i niezależnego myślenia, co doprowadzi do właściwych wyborów. Potem już poleci…

WO: Jakie są Pana doświadczenia z budowaniem społeczności wokół „Osobliwych Intrygujących Opowieści”? Czy zauważa Pan, że Pańskie teksty rzeczywiście skłaniają ludzi do refleksji i dyskusji, tak jak Pan sobie tego życzy?

JB: Spotykam się z dwoma rodzajami postaw. Pierwsza – czarna dziura. Niektórzy moi znajomi zamilkli i do dzisiaj nie rozumiem, czy – gdy dowiedzieli się o tym, że piszę – doszli do wniosku, że oszalałem, czy też im się nie spodobało, a może nie wiedzą, co odpisać, bo wkładam kij w mrowisko? Szkoda, ale chyba nigdy się nie dowiem, choć mnie to frapuje. Przeciwny biegun – opinie: poruszające, daje do myślenia, wzbudza refleksję, ciągnij dalej. To daje siłę i inspiruje. Dlatego, gdy sam widzę coś fajnego, jak np. Pana fanpage „Dzienność” – daję feedback – to może być ważne dla twórcy! Martwi mnie, że serwisy w rodzaju YouTube zaczynają nastawiać się głównie na monetyzację i zarabianie na reklamach, podobnie jak media społecznościowe – chcesz być na topie – to płać. Królują tam z milionami wyświetleń młode dziewczyny w samochodach, poruszające ustami w takt znanych przebojów, i filmy pokazujące, jak przemysłowy młyn do metalu wciąga pracownika lub auto wjeżdża w tłum. O tempora, o mores! W tym samym czasie, gdy ludzie są ogłupiani i tracą czas na durne filmiki, politycy na całym świecie kręcą lody, aż miło.

WO: Jakie znaczenie ma dla Pana pozytywny odbiór ze strony tak uznanych postaci jak redaktor Wojciech Mann? Czy to dodaje Panu motywacji do dalszej pracy?

JB: To ma dla mnie wielkie znaczenie. Jestem wdzięczny red. Mannowi za bezinteresowne zaszczycenie mnie wpisem i sarkastycznym komentarzem, że ci, którzy uważają, iż wszystko jest w porządku, powinni przeczytać „TO!”, potem przeczytać jeszcze raz, a jak nie pomoże, to jeszcze raz – i tak, aż do skutku! To wielka pochwała w ustach tak uznanej osobowości. To uskrzydla. Smutny jest jednak fakt, że red. Mann jest głosem wołającego na puszczy i nikt inny z osób o dużych zasięgach nie chce pomóc. Szczególnie frustrujące jest, gdy maile lądują w koszu bez kliknięcia w załączony link, a potem w rozmowie ktoś zapewnia, że posłuchał. Kochani, na YouTube widać każde kliknięcie w dokładnych statystykach. Żal, że ludzie z ogromnymi zasięgami patrzą często tylko na koniec własnego nosa lub boją się wychylić, a w serwisach internetowych Bogiem jest klikalność. Pisarz nie jest w stanie konkurować z clickbaitem. Ale ja się nie poddaję – inicjały po Bondzie zobowiązują!

WO: Wydaje mi się, że Pana teksty nie tylko nie tracą na aktualności, ale wygląda na to, że coraz bardziej odzwierciedlają otaczającą nas rzeczywistość. Dziękuję za wywiad.
Wiktor Orzeł - Portal Pisarski

✧ ✧ ✧


wywiad-My-Autorzy

Wywiad dla Magazynu Literackiego "My Autorzy" marzec 2026 (str. 24-25) pt. "W RYTMIE WIERSZA I CISZY – rozmowa z Jackiem Berbeką"

Redakcja "My Autorzy": Słowo jako iskra. Muzyka jako narzędzie. Sprzeciw wobec głuptokracji.

Pojawił się bez kampanii, bez medialnego zaplecza, bez wsparcia wielkich redakcji. Najpierw pisał do szuflady. Potem uruchomił kanał YouTube, stronę autorską w dziewięciu językach, wydał dwie książki, nagrał album LP/CD pomiędzy a pomiędzy…, mini albumy EP Głupota/Stupidity oraz krótko…. W niecałe dwa lata zbudował własny, niezależny świat twórczy.

Jacek Berbeka nie mówi o „projekcie artystycznym”. Mówi o słowie. I o odpowiedzialności.

Wywiad

Pojawił się Pan nagle na publicznej scenie literackiej.

JB: Długo pisałem do szuflady. W 2024 roku Paweł Heszen – wieloletni współpracownik Tygodnika Powszechnego i krakowskiego Przekroju, przeczytał kilka moich tekstów i przekonał mnie, że warto wyjść z nimi do ludzi. W sierpniu uruchomiłem kanał YouTube – Osobliwe Intrygujące Opowieści z playlistami: Ostrzeżenia, Wiersze i Rzeczy Dobre, Muzyka.

W zaledwie 19 miesięcy stworzył Pan kanał YT z ponad tysiącem subskrybentów, z prawie setką filmów i 200 tys. wyświetleń, stronę autorską w 9 językach, wydał Pan dwie książki, nagrał płytę LP CD pomiędzy a pomiędzy…, polskoangielski mini album EP Głupota/Stupidity i mini album EP krótko…. To imponujące.

JB: Najważniejsze jest słowo – muzyka to dodatek. Algorytmy YouTube i mediów społecznościowych nie są mi przychylne. Tam bogiem jest klikalność. Dziennikarze i osoby z dużymi zasięgami nie są zainteresowani wsparciem.

Dziennikarze muzyczni bywają wręcz niechętni, bo korzystam z narzędzi, które wywracają rynek. Kiedy podarowałem znanej redaktorce gołą płytę – bez okładki zachwytom nie było końca. Do chwili, gdy dowiedziała się, że w warstwie muzycznej użyłem narzędzi generatywnych. Wtedy nagle okazało się, że to sztuczne, zbyt doskonałe i bez duszy. (śmiech) Gdy zaczynam projekt, oddaję mu się bez reszty. To stan całkowitego zanurzenia. Cierpi na tym moja wspaniała żona – pierwsza i bezkompromisowa recenzentka. Próbuję też przygotowywać się merytorycznie do danego tematu: sięgam do źródeł, konsultuję się ze specjalistami z UJ czy Akademii Muzycznej, gdy wymaga tego temat.

W tomiku wierszy Rzeczy dobre po przeczytaniu wierszy można od razu wysłuchać ich muzycznych wersji. W książce Ostrzeżenia i inne opowiadania do tekstu TO! dołączył Pan nawet utwór w stylu rocka symfonicznego.

JB: Ludzie coraz mniej czytają, dlatego dodaję do moich tekstów ich muzyczne odsłony. Tekst TO! uważam za najważniejszy. W wersji pisanej i czytanej zestawiłem go z genialną Litanią od zbawienia od głupoty Romana Brandstaettera. Docenił go red. Wojciech Mann, za co jestem wdzięczny. Inni milczą. AI traktuję jak instrument. Promptuję do moich aranżacji konkretne brzmienia, sample, solówki, wokale – wybieram to, co pasuje do mojej wizji, a potem wszystko poprawiam, czasem dodaję melorecytację i nawet ludzkie niedoskonałości. Na końcu miksuję całość i robię finalny mastering. To pochłania masę czasu! Potem słyszę – wygenerowane w pięć minut.

Dzisiaj większość muzyki radiowej powstaje cyfrowo – z użyciem sampli, sekwencerów, arpeggiatorów, komputerowej obróbki, i co najgorsze z wokalem podrasowanym przez auto-tune.

Porusza Pan tematy trudne: zło, kłamstwo, głupota. Tekst głuptokracja z tytułowym, wymyślonym przez Pana neologizmem, jest na granicy wytrzymałości niektórych czytelników.

JB: Zmierzamy właśnie w kierunku głuptokracji, a potem prosto ku globalnej katastrofie.

Politycy przekroczyli granice absurdu.

U szczytu świata stoją źli ludzie z ego sięgającym gwiazd. W Polsce słyszymy nonsensy – choćby twierdzenia, że sześcioprocentowe kredyty na obronność, wydane za granicą, są lepsze niż trzyprocentowe do wykorzystania w kraju – co obraża inteligencję obywateli. Pytam: czy jeszcze myślimy?

Nie ma już czasu na półśrodki. Zło przestało się maskować – działa otwarcie i bezczelnie. Odradzają się brunatne ideologie, które zyskują poparcie. Potrzebne jest przebudzenie! Moim pisaniem chcę zmusić do zatrzymania się, zastanowienia i refleksji. Każdy z nas jest maleńkim ziarenkiem piasku – ale ich miliony potrafią zatrzeć tryby machiny zła.

Jeśli nie zareagujemy, mechanizm kłamstwa i głupoty zmieli nas wszystkich.

Wierzę, że słowo może być iskrą. Może wywoła impuls, który odwróci porządek zła – ale tylko wtedy, gdy zaczniemy niezależnie myśleć i przestaniemy milczeć.

To naprawdę zależy od nas!

Redakcja „My Autorzy”: Jacek Berbeka nie proponuje komfortu. Nie oferuje łatwych odpowiedzi ani bezpiecznych tematów. Jego twórczość jest próbą – sprawdzianem uważności, odporności na manipulację i gotowości do samodzielnego myślenia. Łączy słowo z dźwiękiem, technologię z refleksją, nie po to, by imponować, lecz by dotrzeć dalej. W czasach, w których treść bywa podporządkowana algorytmom, a opinia zastępuje wiedzę, wybiera drogę trudniejszą: konsekwencję i odpowiedzialność za każde zdanie.

Można się z nim nie zgadzać. Można polemizować. Ale trudno przejść obojętnie.

Bo jeśli literatura ma jeszcze jakąś rolę do odegrania, być może nie polega ona na tym, by uspokajać. Być może jej zadaniem jest przypominać, że myślenie nie jest opcją dodatkową.

A reszta – jak sam mówi – zależy już od nas.

✧ ✧ ✧


Recenzja My Autorzy

Recenzja książki Jacka Berbeki pt. "Ostrzeżenia i inne opowiadania" red. Krzysztofa Wegnera z Magazynu Literackiego "My Autorzy" luty 2026 (str. 16-17) pt. "LITERATURA JAKO ALARM. O „OSTRZEŻENIACH I INNYCH OPOWIADANIACH” JACKA BERBEKI"

Zbiór „Ostrzeżenia i inne opowiadania” Jacka Berbeki to książka, która nie zabiega o sympatię czytelnika ani nie próbuje go uwieść literacką ornamentyką. Jej ambicja jest znacznie poważniejsza: chce zatrzymać, zaniepokoić i zmusić do myślenia. Autor jasno deklaruje intencję już we wstępie, który pełni funkcję swoistego manifestu twórczego i etycznego.

„Ta książka nie powstała po to, by umilać wieczory.

Powstała, gdyż nie potrafię milczeć, kiedy widzę, wywołujący zło, jak łatwo człowiek oswaja zło, jak szybko przyzwyczaja się do kłamstwa, jak chętnie oddaje rozum w dzierżawę krzykliwym hasłom.”

Ten ton nie jest deklaracją na wyrost. Ostrzeżenia konsekwentnie realizują zapowiedziany program: są literackim sprzeciwem wobec obojętności, intelektualnego lenistwa i społecznej amnezji. Berbeka nie proponuje czytelnikowi komfortu ani łatwych odpowiedzi. Zamiast tego konstruuje krótkie, często oszczędne formalnie teksty, które działają jak sygnały alarmowe – krótkie, natarczywe i trudne do zignorowania.

Proza jako diagnoza

Zawarte w tomie opowiadania sytuują się na pograniczu literatury pięknej, eseju i przypowieści. Autor świadomie rezygnuje z klasycznej narracyjnej płynności na rzecz formy kondensującej sens i emocje. W wielu tekstach fabuła schodzi na drugi plan, ustępując miejsca diagnozie społecznej i moralnej. To proza, która częściej pyta, niż opowiada.

Berbeka sięga po motywy religijne, historyczne i polityczne, traktując je nie jako dekorację, lecz jako narzędzia krytycznego oglądu współczesności. W opowiadaniach takich jak „Kamień Zagłady”, „TO!” czy „DLATEGO...” przeszłość nie jest zamkniętym rozdziałem, lecz powracającym ostrzeżeniem — niedokończoną lekcją, z której ludzkość nie chce wyciągać wniosków.

„Głuptokracja” – prowokacja świadoma

Najbardziej kontrowersyjnym i jednocześnie najbardziej wyrazistym tekstem tomu pozostaje „Głuptokracja”. To utwór, w którym autor celowo rezygnuje z subtelności na rzecz brutalnej satyry i groteski. Berbeka posługuje się tu własnym neologizmem, tworząc wizję świata rządzonego przez mechanizmy głupoty, ignorancji i manipulacji.

„Jeśli Cię urazi lub zirytuje – masz zadatki na głupca.

Jeśli tak rozwścieczy, że nie dotrwasz do końca – na pewno nim jesteś!”

Ten fragment dobrze oddaje strategię autora: prowokacja nie jest tu celem samym w sobie, lecz metodą testowania granic czytelniczej wrażliwości i intelektualnej uczciwości. Jednocześnie właśnie w tym miejscu zbiór naraża się na najpoważniejszy zarzut: nadmiar patosu i bezpośredniości może odstraszyć odbiorców oczekujących większej literackiej powściągliwości.

Siła i ryzyko tej książki

Niewątpliwą siłą Ostrzeżeń jest ich konsekwencja ideowa. Autor nie kluczy, nie łagodzi przekazu, nie próbuje się podobać. Każdy tekst jest elementem większej całości – literackiego projektu, którego celem jest wzbudzenie refleksji i sprzeciwu wobec świata „działającego samoczynnie”, bez odpowiedzialności i myślenia.

Jednocześnie to właśnie ta bezkompromisowość bywa problematyczna. Część opowiadań balansuje na granicy publicystycznego manifestu, momentami rezygnując z wieloznaczności na rzecz jednoznacznego osądu. Dla niektórych czytelników ton defetystyczny i nagromadzenie „wielkich słów” mogą okazać się zbyt przytłaczające, a nawet zniechęcające.

Literatura niewygodna, ale potrzebna

„Ostrzeżenia i inne opowiadania” to książka wymagająca – emocjonalnie i intelektualnie. Nie jest to lektura „do poduszki”, lecz raczej tekst, po którym zostaje niepokój i pytania bez prostych odpowiedzi. Berbeka nie oferuje katharsis ani ukojenia; zamiast tego pozostawia czytelnika z poczuciem odpowiedzialności.

To literatura, która nie chce milczeć. I właśnie dlatego – mimo swoich ostrych krawędzi – jest dziś potrzebna. W świecie nadmiaru informacji i deficytu refleksji Ostrzeżenia działają jak sygnał: być może ostatni moment, by się zatrzymać i pomyśleć.

Recenzja: Krzysztof Wegner

✧ ✧ ✧


Dyplom-Limeryk

Tryb ekranu: ciemny/jasny